Romuald Frydrychowicz urodził się 7 lutego 1850 r. w Tucholi w rodzinie Franciszka i Marii z Malinowskich. Jego ojciec był tłumaczem w sądzie powiatowym. W okresie Wiosny Ludów ten skromny urzędnik zakładał Ligę Polską w Tucholi i walczył o równouprawnienie w sądownictwie języka polskiego z niemieckim. Później był radnym i przewodniczącym rady miejskiej. Zainicjował utworzenie Banku Ludowego. Andrzej Bukowski, znawca historii Kaszub, podkreśla jego niezmordowaną walkę o prawa narodowe i dobro Polaków w powiecie tucholskim. Romuald urodził się w dniu swojego świętego patrona - założyciela zakonu kamedułów. Nie został pustelnikiem tak jak on, ale przejął z jego ideałów niezwykle poważne traktowanie życia jako daru Bożego, którego nie wolno marnować na błahostki. Pisał w swoim pamiętniku: "Strata czasu do największych strat na tym świecie policzyć się może. Żywot nasz tak jest krótki, tak są drogie wszystkie minuty, a przecież tak żyjemy, jak gdyby się ten żywot nie miał nigdy zakończyć".

Po rodzicach odziedziczył żarliwą religijność i patriotyzm, od wuja, ks. Franciszka Ksawerego Malinowskiego (1808- -1881), znanego językoznawcy, zaraził się pasją badawczą.

Pierwsze nauki zdobywał w szkole miejskiej w Tucholi. Później kształcił się w pelplińskim progimnazjum Collegium Marianum (1862-1863), jedynej w tamtym czasie pomorskiej szkole, w której rozbrzmiewała mowa polska. "Przy nauczaniu języka i literatury polskiej - pisze ks. Jan Walkusz - wykorzystywano najlepsze i najnowsze pomoce, lecz po wielokroć więcej od nich znaczyły zajęcia praktyczne w postaci wycieczek do miejsc związanych z przeszłością Polski (…). Do tego dochodziły liczne zachęty (…) do czytania polskiej literatury pięknej, co w efekcie (…) ukształtowało literackie powołanie Romualda Frydrychowicza". Maturę, tak jak dwaj starsi bracia Michał (1841-1915) i Mikołaj (1846-1905), zdał w gimnazjum chojnickim, gdzie należał do tajnej organizacji filomackiej "Mickiewicz". W 1871 r., idąc w ich ślady, wstąpił do Seminarium Duchownego.

Święcenia kapłańskie, przyjęte 28 kwietnia 1878 r., poprzedził 4-letnimi studiami filozoficznymi i teologicznymi w Pelplinie, słuchaniem wykładów z filologii klasycznej we Wrocławiu i w Berlinie oraz z filozofii w Halle, gdzie uzyskał doktorat. We Wrocławiu wstąpił do Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. Właśnie wtedy zainteresował się folklorem i historią regionalną. W Berlinie zaprawiał się do późniejszej pracy historycznoliterackiej pod kierunkiem wybitnych profesorów, m.in. sławnego J. G. Droysena (1808-1884), znawcy historii starożytnej, twórcy terminu "hellenizm".

1 kwietnia 1880 r., jak miało się okazać - na 50 lat (sic!) - objął profesurę w Collegium Marianum, "zaszczepiając licznym uczniom zamiłowanie do lokalnej historii" - jak napisał jeden z jego wychowanków, ks. Paweł Czaplewski. Ks. Frydrychowicz trwał przez kolejne dekady na profesorskiej katedrze w sławnej szkole biskupiej, budząc dumę z polskiej przeszłości u kolejnych pokoleń uczniów. Z czasem "grycarze" (tak przezywali ich miejscowi) zaczęli przekręcać jego nazwisko. Kiedyś Ksiądz Romuald usłyszał na szkolnym korytarzu: "Uwaga! Stary Fryc idzie". Pogroził wtedy palcem, mówiąc: "To jest obraza księdza, grzech nie do odpuszczenia". "Starym Frycem" nazywano powszechnie na Pomorzu władcę Prus Fryderyka II, który w 1772 r. odebrał tę dzielnicę Rzeczypospolitej, więc nic dziwnego, że zacny kapłan, patriota, takie przezwisko uznał za zniewagę. Nie poczytajmy jednak "grycarzom" tej winy, bo nie znali zapewne dorobku sędziwego profesora, którego w 1926 r. Tadeusz Glemma uznał za najlepszego znawcę historii Pelplina.

Ks. Frydrychowicz publikował po niemiecku i po polsku. Na Pomorzu, gdzie przenikały się kultury dwóch narodów, nikogo to nie dziwiło ani nie gorszyło, choć ks. Czaplewski pisanie swego nauczyciela w "języku urzędowym" tłumaczy chęcią uniknięcia represji dla siebie i szkoły. Pierwszą większą pracę, wydaną w Berlinie w 1879 r., Ksiądz Romuald poświęcił dziejom swej rodzinnej Tucholi. Następne publikacje dotyczyły przeszłości diecezji chełmińskiej. Pisał więc o "Tumulcie toruńskim" z 1724 r., o pobycie na Pomorzu, o sufraganach chełmińskich. Wydał "Przewodnik ilustrowany po Pelplinie i jego kościołach" oraz historię Collegium Marianum. Ks. Tadeusz Glemma w rozprawie o historiografii diecezji chełmińskiej za największą zasługę swego mistrza uznał dokładne zbadanie i opracowanie źródłowe historii opactwa pelplińskiego i zabytków Pelplina. Podkreślał jego "sumienność i dokładność w wyzyskiwaniu wszelkich źródeł" oraz umiejętność składania z drobnych na pozór szczegółów "mozaikowych obrazów przeszłości". Ciekawą publikacją z pogranicza historii i literatury są "Podania ludowe na Pomorzu z czasów wojen napoleońskich" zebrane z udziałem jego uczniów. Ks. Frydrychowicz pokazuje swój literacki pazur także w pracy "Dzwony kościelne diecezji chełmińskiej": "Dzwony są dla nas drogą pamiątką dziejów naszych, bo ich dźwięk zwoływał całe pokolenia praojców naszych do służby Bożej, one przeżyły razem z nami smutne losy naszej ojczyzny i zwiastowały nam po długiej niewoli jej oswobodzenie". Tak się wtedy pisało rozprawy historyczne, angażując, jak widać oprócz wiedzy i serce. Z innych jego prac cenione są artykuły o nazwach miejscowych publikowane w "Pielgrzymie" oraz hasła o 600 miejscowościach Prus Królewskich zamieszczane w "Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego". Ks. Henryk Mross ceni go za wzbogacenie opisów informacjami dotyczącymi przeszłości pomorskich rodów. Wysoką pozycję naukową ks. Frydrychowicza potwierdza znalezienie się w gronie autorów pomnikowego dzieła "Diecezja chełmińska. Zarys historyczno-statystyczny" z 1928 r.

W dowód uznania dla zasług pisarskich i nauczycielskich 6 grudnia 1922 r. został odznaczony Orderem Polonia Restituta. W 1928 r. z okazji złotego jubileuszu kapłańskiego został uhonorowany przez papieża Piusa XI godnością szambelana honorowego. Zmarł w Pelplinie w drugim roku emerytury, 29 maja 1932 r.

Ks. Romualda Frydrychowicza nazywa się za ks. Glemmą "historykiem Pelplina", bo dziejom Pelplina, tego unikalnego zjawiska w kulturze i duchowości diecezji chełmińskiej, poświęcił większość swoich badań. Przez pół wieku służył uczniom jako profesor pelplińskiego Collegium Marianum. Był jednym z tych, którzy położyli podwaliny pod sławę "pomorskich Aten".