Franz Franciszek, syn nauczyciela Michała Manthey’a i Leokadii z Tadajewskich urodził się 19 kwietnia 1904 r. w Zaborowie k. Górzna położonym na styku Mazowsza, ziemi lubawskiej i michałowskiej. Nie opodal kordon graniczny rozdzielał niemieckie cesarstwo i rosyjskie imperium. Niewidzialna granica dzieliła także dom rodzinny chłopca. „Ojciec Franza był nie tyle niemieckim „szkólnym”, co germanizatorem, matka zaś gorliwą Polką” – pisze Józef Borzyszkowski, biograf ks. Mantheya. Ta dwoistość położy się cieniem na jego całe życie, a ks. Janusz St. Pasierb określi los ks. Franciszka Mantheya jako „tragicznie uwarunkowany”.

Także swoją edukację odbywał na pograniczu epok. Na rok przed I wojną światową zaczynał naukę w Strassburgu w Prusach Zachodnich, gdy Niemcy stały u szczytu potęgi, a Polska była tylko pojęciem historycznym. Egzamin dojrzałości zdał już w polskiej Brodnicy rok po powrocie Pomorza do Polski wskrzeszonej po klęsce cesarstwa Hohenzollernów.

W 1921 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Pelplinie. Rektorem był wtedy wybitny kapłan i wychowawca Konstantyn Dominik, a wykładowcami takie znakomitości, jak filozof ks. Franciszek Sawicki oraz ks. Kazimierz Bieszk, prekursor odnowy liturgicznej [ich sylwetki w „Głosie z Torunia”, odpowiednio: nr 9, 11, 23 i 24/2007]. Do końca życia pozostał pod wrażeniem niezwykłej osobowości ks. Bieszka. Od ks. Sawickiego przejął zainteresowanie filozofią, którą od 1924 r. zgłębiał na Uniwersytecie Lwowskim pod kierunkiem prof. Kazimierza Twardowskiego. W czerwcu 1927 r., po obronie napisanej po niemiecku pracy dotyczącej systemu filozoficznego św. Tomasza z Akwinu uzyskał doktorat. 1 stycznia 1928 r. przyjął święcenia kapłańskie, po których wyjechał do Rumiana k. Lubawy. Po ośmiu miesiącach wrócił do Pelplina, aby uczyć w Collegium Marianum. W latach 1932-1936 był tu ojcem duchownym i prefektem. W 1931 r. został także profesorem w Seminarium Duchownym, a po pięciu latach zajął się wyłącznie pracą na uczelni. Wykładał logikę, teorię poznania, historię religii oraz uczył greki, łaciny i języka niemieckiego. Pisywał też do pomorskiej prasy. W 1931 i 1932 r. opublikował krytyczne artykuły o ideologii narodowego socjalizmu. Wystąpił także z odczytem na ten temat dla Towarzystwa Naukowego w Toruniu. Stosunek narodowych socjalistów do religii przedstawił tu mylnie jako obojętny; przecież apostolska służba Kościoła stała w oczywistej sprzeczności wobec doktryny faszystowskiej. Czy mógł jednak przewidzieć na rok przed dojściem Hitlera do władzy okupację, która miała przynieść golgotę polskim księżom?

Po przeniesieniu Wydziału Teologicznego TNT do Pelplina zaangażował się w jego działalność. Tematy wykładów, nie zawsze teologiczne, np. poświęcone myśli historiozoficznej Słowackiego czy teorii względności Einsteina, wskazują na szeroki zakres zainteresowań ks. Mantheya. W 1935 r. opublikował „Historię religii w zarysie”. Ks. Roman Lidziński podkreśla prekursorski charakter tej syntetycznej pracy, a dorobek religioznawczy pelplińskiego wykładowcy opublikowany m. in. w „Miesięczniku Diecezji Chełmińskiej” traktuje jako zapowiedź myśli II Soboru Watykańskiego „w rozumieniu naturalnej potrzeby i tęsknoty ludzi nieoświeconych światłem nauki Chrystusa” („Studia Pelplińskie”, 1996). Największą pasją ks. Mantheya była jednak filozofia, którą pokochał za sprawą ks. Sawickiego. Spłacał więc dług wdzięczności wobec swojego mistrza i nauczyciela, kontynuując jego dzieło. Dwa lata po wojnie poświęcił osobną rozprawę zagadnieniom teorii poznania w twórczości największego z pelplińskich uczonych.

Z ks. Sawickim łączyła go także sytuacja, którą ks. Pasierb określił jako „tragiczne rozdarcie dziedzictwa duchowego”. W skomplikowanych warunkach historycznych Pomorza, kiedy w niejednym domu przenikały się dwie kultury – niemiecka i polska.We wrześniu 1939 r. w „Pomorskich Atenach” znowu usłyszano mowę, której używało się w domu Sawickich i Mantheyów, ale nie był to język „narodu poetów i filozofów”, ale esesmanów i policjantów. „To musiał być dla człowieka zrośniętego z kulturą niemiecką cios straszliwy. To był inny naród, inny kraj” – stwierdza ks. Pasierb. Nad seminarium załopotała flaga z połamanym krzyżem. Zakwaterowano tam wojsko, gestapo, organizacje partyjne i urząd pracy. Część II piętra zamieniono w więzienie polityczne. „Obrabowano mieszkania profesorów i pokoje kleryków, zniszczono większość ich książek i zapisków, w części spalono i wywieziono bibliotekę wielką – pisał po wojnie ks. Manthey (zniszczono też nakład podręcznika logiki, który oddał do druku tuż przed wojną – przyp. W.W.) – rozwalono pomnik teologów przed gmachem seminaryjnym. Co jednak znacznie gorsze: zaczęły się po całej diecezji prześladowania i mordowanie księży rozciągające się także na kleryków”. Szczególne okoliczności sprawiły, że i on, i ks. Sawicki, nie podzielili losu osiemnastu księży profesorów i innych kapłanów pelplińskich zamęczonych w najczarniejszym dniu diecezji, 20 października 1939 r.

 

* Żródło: Wojciech Wielgoszewski, Kapłan na pograniczu kultur Pomorza, cz.1, Niedziela, nr 49/2007