Galaktyka wewnątrz mnie

– Rozmowa o radości w życiu chrześcijanina z księdzem Tadeuszem Miszewskim SAC

Przez długi czas posługiwał Ksiądz jako przewodnik w Ziemi Świętej. Jestem przekonany, że takie doświadczenie przekłada się na praktykę duszpasterską. Choćby tutaj, na naszych rekolekcjach, komentując perykopy ewangeliczne, odwołuje się Ksiądz np. do ukształtowania terenu w Palestynie. To bardzo pomaga lepiej wyobrazić sobie miejsce, o którym mowa w Biblii.

O wiele łatwiej czyta się Biblię, gdy zna się miejsca, w których toczy się jej akcja – ale nie przesadzałbym, że każdy musi pojechać do Ziemi Świętej. To jest piękne miejsce, ale pamiętacie, że w Bazylice Grobu są duże wspólnoty chrześcijańskie, są prawosławni Grecy, są Ormianie, są katolicy. Już dawno temu ustanowiono takie status quo. Dokładnie określono, kto i gdzie może wieszać obrazy i lampy, kto i gdzie może sprawować kult w strojach liturgicznych. Dla przykładu: Fragment Golgoty, gdzie umierał Jezus, jest pod opieką prawosławnych Greków. Często tłumaczę księżom, że w czasie liturgii absolutnie nie mogą w stroju liturgicznym wejść na stronę Greków. Ale oni czasami myślą, że to są żarty. Pamiętam jak kiedyś pewien ksiądz uklęknął na dziękczynienie w taki sposób, że stopy miał po stronie greckiej. Jak ten Grek do niego dopadł, to myślałem, że mi go wyszarpie. Wtedy sobie uświadomiłem – co z tego, chłopie, że ty opiekujesz się skałą, gdzie stał krzyż, kiedy ja na ołtarzu mam żywego Boga. Istotne, żeby nie postawić źle akcentu – jeżeli my możemy dotknąć Boga, to nie wmawiajmy sobie, że najważniejsze dla nas jest pojechać do miejsca, gdzie znajduje się pusty grób. Ziemia Święta to piękne miejsce, ale jeżeli doświadczasz Boga w Eucharystii, to ponadto niczego piękniejszego nie doświadczysz.

Właściwym tematem naszej rozmowy jest radość. Na początek pytanie „prosto z mostu”: Czy – według Księdza – Pan Bóg ma poczucie humoru?

Ma, jasne, że ma. Zobacz – my jesteśmy cieniem Boga, okruszyną Boga. To, że my potrafimy śmiać się do rozpuku, wynika z faktu, że On nas tak skonstruował. Śmiech wyraża piękne emocje – one bardzo często resetują wszelkie nasze zmęczenie – zostało to wymyślone przez Boga. Bardzo często bez śmiechu byśmy sobie nie poradzili. Ze śmiechem jest jak ze zmienianiem pieluszek – one nie rozwiązują trwale problemu, ale przynoszą chwilową ulgę. Podobnie śmiech – często, kiedy człowiek jest bardzo obciążony jakimś stresem czy zmęczeniem, śmiech sprawia, że człowiekowi jest po prostu lżej. Wymyślił to Bóg, więc jest oczywiste, że Bóg ma poczucie humoru. Poza tym popatrzmy na Jezusa – ile świetnego humoru jest w Jego codziennym byciu z Apostołami. Na przykład wyobraź sobie Piotra, który jest rybakiem, nie wędkarzem, a w pewnym momencie Jezus mówi: Idź z wędką i złów rybę. Będzie ona miała w pyszczku statera. No to są żarty! Można było mu od razu te pieniądze stworzyć, nie? Nie byłoby w tym nic trudnego. W Ewangelii na każdym kroku odnajdujemy Jego żarty. Inny przykład: Jezus, który jest na weselu. Bywało, że wesela trwały około tygodnia. Nie wyobrażam sobie, żeby Jezus stał przez tydzień przy ścianie – nie w tamtej kulturze Owszem tamte tańce nie wyglądały tak jak u nas – nie tańczono w parach – ale to była zabawa!

Myślę, że w grę wchodzi tutaj poczucie humoru charakterystyczne dla Pisma Świętego – jeżeli można się tak wyrazić. A jaki fragment wskazałby Ksiądz jako najweselszy czy najradośniejszy w całym Piśmie Świętym?

Śmiech ma wiele różnych odmian. Co innego, kiedy Pan Bóg robi sobie żarty, a co innego kiedy – na przykład – po strasznym obciążeniu i smutku, po stracie Mistrza, Maria nagle spotyka po zmartwychwstaniu żywego Boga. Wydaje mi się, że jest to rodzaj radości, która przeszywa całe ciało. Albo kiedy przyprowadzono do Jezusa kobietę z Magdali, tę jawnogrzesznicę, i kiedy żądano, żeby Jezus wydał na nią wyrok – w momencie, gdy Chrystus ją broni, zawsze przychodzi ulga. Czy Jair, kiedy Chrystus wskrzesza mu córeczkę. Czy wdowa, której Jezus oddaje jedynego syna. Czy Maria i Marta, które dostają z powrotem swojego brata. Tam zawsze jest po prostu radość i to taka radość, że gdyby Bóg jej nie racjonował, ciało nie byłoby w stanie znieść tak silnych emocji. Znajdziemy tam także takie typowe żarty, jakie my sobie opowiadamy. Wiele z przypowieści, które czytamy z namaszczeniem, bo to są święte teksty, oryginalnie były żartami. To były takie komiczne opowiastki, które przedstawiały ludziom jakąś prawdę o niebie, o królestwie Bożym, o komunii z Bogiem.

Pewnego rodzaju odmianą śmiechu jest ironia. Niektórzy upatrują jej obecność w słowach Samarytanki wypowiedzianych do Jezusa przy studni, kiedy pyta Go – parafrazując – czy Ty jesteś większy od naszego ojca, Jakuba? Co Ty właściwie możesz zrobić, skoro nawet nie masz czerpaka? Chcesz mi dać wody żywej, a w tej studni woda znajduje się przecież bardzo głęboko?

No tak, ale studnia Jakuba, według ich wierzeń, faktycznie została przez niego wykuta tam, w górach Samarii. To jest kawał ciężkiej roboty – kilkanaście, albo i więcej, metrów wykuwania w litej skale. Stąd dziewczyna brała to bardzo dosłownie, bo żywa woda to ta, która płynie w studni, w przeciwieństwie do wody w cysternach, którą zbiera się w porze deszczowej. Więc nie sądzę, żeby ona kpiła z Jezusa, po prostu nie umiała sobie tego wyobrazić. Aczkolwiek Jezus doświadcza strasznego sarkazmu w czasie swojej męki. Niby jest to śmiech, ale faktycznie to poniżanie innych i nawet trudno to nazwać radością. Jeżeli jesteś Mesjaszem zejdź z krzyża! Innych wybawiał, sam siebie wybawić nie może! Czy moment, kiedy ubrano Go w koronę cierniową i purpurowy płaszcz i drwiono z Niego. Niby to śmiech, ale on nie karmi, on po prostu niszczy.

Gdyby wszystko, co mówiliśmy o radości w ujęciu biblijnym, spróbować przekuć na parę wskazówek odnośnie radości chrześcijańskiej: Jakimi charakterystycznymi określeniami można by scharakteryzować autentyczną radość chrześcijańską? I jak odróżnić taką radość od przejawów pozornej radości, takiej jak sarkazm czy złośliwość?

Zawsze poznasz to po owocach. My nie znamy intencji drugiego człowieka. Jeżeli ktoś żartuje, a przypisujesz mu złe intencje, jest to klasyczna projekcja. Nie wiemy, co kieruje człowiekiem. Odradzałbym nawet uważania, że on ma złe intencje i że z nas kpi. Tym sposobem na pewno nie będziemy krzywdzić innych. Jesteśmy grzesznikami, jesteśmy słabi, często popełniamy błędy bez złych intencji. Przecież ile mamy takich sytuacji: chciałeś tylko, żeby była ciekawa atmosfera, chciałeś rozbawić towarzystwo, a okazuje się, że kogoś skrzywdziłeś, mimo, że nie miałeś takiej intencji. Jeżeli śmiejemy się z ludzi, a sprawia im to ból i przykrość – poza oczywiście przypadkami chorobliwymi, gdy cokolwiek byś zrobił, człowiek będzie czuł się urażony – odpuśćmy sobie, naprawdę. Sami nie lubimy, kiedy z nas kpią, więc czemu mamy zadawać ból innym? Lepiej – wydaje mi się – śmiać się z siebie. Dość charakterystyczne dla świętych było to, że potrafili śmiać się z siebie i w ten sposób rozbawiać towarzystwo. Natomiast jest także rodzaj radości, który jest darem Ducha Świętego, darem charyzmatycznym. To jest tak niesamowite doświadczenie, że nie jesteś w stanie porównać tego z żadnym śmiechem, który pojawia się po oglądaniu kabaretów, stand-upów czy świetnych komedii. Taka radość przynosi ci głębokie ukojenie, odpoczynek, wewnętrzny pokój. Życzyłbym, żeby jak najwięcej chrześcijan pragnęło takiego daru, a potem potrafiło ten dar przyjąć.

Jednakże w życiu spotykamy się– również jako chrześcijanie – z różnymi problemami, cierpieniami, utrapieniami. Jak cieszyć się w tej perspektywie? Co więcej, jak zachować radość, kiedy tak naprawdę cała treść, z którą stykamy się w czasie liturgii Wielkiego Tygodnia, przesycona jest cierpieniem?

Taką umiejętność nabywa się całe życie. Pamiętam jak kiedyś długo leżałem jako pacjent w szpitalu i na mojej sali był jeden staruszek i dwóch młodzieńców. Jeden z tych młodzieńców miał 81 lat, przeszedł bardzo ciężką operację z narkozą, wcześniej przeżył łagry. Miał przeszczep rogówki, ale przy tym człowieku po prostu nie dało się wytrzymać ze śmiechu – chociaż realnie bardzo cierpiał. Drugi, koło niego – 82 lata, górnik przodowy, ręce wykrzywione przez reumatyzm. Ciężko pracował. Razem wyglądali śmiesznie, gdyż dostali te rogówki od tego samego dawcy i, choć mieli piwne oczy, te rogówki odbarwiły im się na niebiesko i leżeli koło siebie niebieskimi oczyma. A staruszek miał 18 lat. Miał delikatny zabieg na oku, nawet bez narkozy. Obiektywnie nie cierpiał zbyt mocno, ale z nikim nie rozmawiał, odwrócił się do ściany. Nie uważam, że udawał cierpienie. Natomiast gdyby porównać obiektywne cierpienie, na pewno ci staruszkowie cierpieli bardziej, lecz przez całe życie nauczyli się pogody ducha. Jest to zdolność, którą zdobywa się przez wiele lat. Nie bez znaczenia, jakimi ludźmi się otaczasz. Jeżeli dla podbudowania swojego poczucia wartości otaczasz się strasznymi cynikami, cwaniakami, bo myślisz, że będziesz się przez to lepiej czuł – nie będziesz z nimi szczęśliwy. Jeżeli chcesz się śmiać – idź pracuj z dziećmi, idź pracuj z niepełnosprawnymi. Często słyszymy, że gdy pracujemy z osobami z niepełnosprawnością, to oni dają nam więcej niż my im. Niby to tylko formułka… ale w praktyce tak jest, że kiedy pomagamy, czujemy się szczęśliwsi. Zobaczcie, jak często Jezus Chrystus mówi: kochaj, dawaj ludziom swój czas, swoją energię, nawet swoje cierpienie. Egoizm jest przereklamowany! Egoizm to samobójstwo rozłożone na raty. Wcześniej czy później będziesz cierpiał. Sztuczne uczenie się śmiania także wydaje mi się bez sensu, bo będzie to tylko kolejna fasada, kolejna maska. Staniesz się błaznem, a po powrocie do swojego pokoju będziesz cierpiał. Radość, która pochodzi od miłości, karmi, syci, jest trwalsza. Musimy po prostu robić to, co radzi Jezus. To nie są żądania tyrana, ale rady Osoby, która naprawdę zna się na naszej psychice, bo ją skonstruowała.

Człowiek jawi się tutaj – zgodnie z koncepcją antropologii chrześcijańskiej – jako pewna całość duchowo-cielesna. Czy wynika z tego, że radość wewnętrzna, duchowa, przekłada się bezpośrednio na radość uzewnętrznianą?

Wszystko opiera się na komunii z Bogiem. On mówi: będziesz miał radość i to radość pełną. Człowiek samodzielnie, bez Boga, nie jest chyba w stanie – w obliczu nieszczęść, które na niego spadają – zachować pogodę ducha. Depresje przyjdą. Trudności przyjdą. Naiwnie byłoby myśleć, że one nas ominą. Zatem póki jesteś w miarę zdrowy, pielęgnuj przyjaźnie, szczere autentyczne przyjaźnie. Wkładaj energię w tworzenie przyjaźni, bo kiedy będzie ciężko, samemu nie dasz sobie rady, będziesz potrzebował tych ludzi. Teraz, kiedy jest w miarę dobrze, twórz komunię z Bogiem, ponieważ jak będzie ciężko, bez tej komunii sobie nie poradzisz.

Czy istnieją jakieś środki formowania cnoty radości – albo bardziej konkretnie – poczucia humoru? Czy są jakieś sytuacje, których trzeba unikać lub okoliczności, które należy wykorzystywać?

Szczerze mówiąc, chciałbym dawać jak najmniej rad w tej kwestii, ponieważ nawet słowo „formować”, kojarzy się z foremką, wciskaniem ludzi w foremki, tworzeniem klonów. Słowo educere[1] znaczy wydobywać z wnętrza. Każdy z nas jest bogactwem – prawdziwą galaktyką schowaną gdzieś pod skórą. Trzeba, żebyś uwierzył, że to, co jest w tobie, jest wielkim bogactwem, i abyś wydobywał to ze swego wnętrza. Bóg nie potrzebuje, żebyś stał się kopią jakiegoś świętego. On pragnie, żebyś ty z całym swoim bogactwem szedł do ludzi i dzielił się tym, co masz w sobie. Z tego powodu w takiej dziedzinie jak poczucie humoru odradzałbym dawanie jakichś rad.

Na koniec chciałbym dotknąć jeszcze jednej kwestii, szczególnie istotnej dla nas – kleryków, mianowicie posłuszeństwa. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że autentyczna pokora i wynikające z niej posłuszeństwo mogą stanowić dla człowieka bezpośrednią przyczynę radości?

Samo posłuszeństwo nie – musisz zapytać, komu jesteś posłuszny. Wy, jako klerycy, uczycie się buntu. Wy jesteście buntownikami. Świat będzie wam mówił, że Boga nie ma – a wy się buntujecie: Nie zgadzamy się z waszymi opiniami! My uważamy, że Bóg jest! Świat będzie wam mówił, że można rzezać nienarodzone dzieci – a wy jesteście buntownikami. Mówicie: Absolutnie nie! To jest człowiek, to jest skarb! Czy posłuszeństwo daje radość? Posłuszeństwo demonowi ciebie zniszczy – demon nie buduje królestwa, on tylko krzywdzi. Posłuszeństwo dobru, posłuszeństwo prawdzie – jak najbardziej.

[1] Łacińskie słowo educere (wyprowadzić, wydobyć, podnosić, wychować) – obok educare (karmić, hodować, opiekować się) oraz edocere (gruntownie nauczać, wyuczać) – jest wskazywane jako źródłosłów rzeczownika educatio (edukacja). [przyp. P. Z.]

Autor: kl. Paweł Zagórski.
Artykuł ukazał się na łamach kleryckiego pisma „Spojrzenia” 1/2017.